1949

17.01.1949, poniedziałek, Warszawa - Boernerowo

Robiłem dziś reportaż w Bibliotece Narodowej na ul. Rakowieckiej. Nie wiem, jak się spodoba. Żaba uważa, że dobry, ja zadowolony nie jestem, a w redakcji „Polski Zbrojnej” - nie wiadomo.

Rozmawiałem z Zalewskim, przydzielono go do EPI (?), ale nic tam nie robi w nadziei, że go wyleją i zapłacą mu odszkodowanie. Powiada, że to nie redakcja a biuro. Kręci się po redakcjach „Czytelnika”, bo - mam wrażenie - chciałby się dostać do „Rzeczypospolitej”. Mówił mi ostrożnie, że Korotyński zaczyna porastać w pierze, że traktuje swych dawnych kolegów per noga i że nie zdaje sobie sprawy, że traci w ten sposób tzw. zaplecze…

Być może też Zalewski jest niespokojnym duchem i nigdzie utrzymać się nie może. Koniunktura z „Wieczoru Warszawy” nie powtórzy się prędko.

18.01.1949, wtorek, Warszawa - Boernerowo

Major Szydło zachorował, zastępuje go kpt C-ski, kędzierzawy, brunet o wybitnie polskim wyglądzie. Któregoś dnia wita się ze mną i przedstawia: kpt. Rutkowski.

Podnoszę głowę: ależ oczywiście. Stuprocentowy Rutkowski. Dlaczego, u diabła, zmieniając nazwiska, nie zmieniają ich na Balcerzak, Siwula czy Łopaciak, lecz zawsze z końcówką na „ski”, tym zwalczanym przeżytkiem szlachetczyzny?

Ale to tylko uwaga uboczna.

3.5.1949, wtorek, Boernerowo

Żaba (moja Matka Erna Maciejewska) była z wycieczką szkolną w Gazowni na ul. Skierniewickiej. Pełniło tam służbę 2 milicjantów. Gdy ich spytała o drogę, wylegitymowali ją, dopytując natarczywie, czy te dzieci idące czwórkami, nie tworzą … pochodu 3-Majowego…? Zanotowali jej nazwisko, adres, choć się tłumaczyła, że wycieczka była zameldowana dzień przed tym w Gazowni.

Żaba wróciła strasznie zdenerwowana, bo był tam też jakiś cywil, pewnie z Urzędu Bezpieczeństwa, też notował – i liczy się z tym, że może być „zabrana”. I to jest właśnie znamienne dla naszych czasów, że nawet z takich powodów obywatel może być aresztowany, że obchód rocznicy 3 Maja – gdyby rzeczywiście był przez kogoś urządzany, traktowany byłby, jako przestępstwo. Milicja nakazywała zdejmowanie flag już 2 maja…

18.5.1949, środa, Boernerowo

Dziś, popołudniu złapały mnie bóle żołądka. Przyszedł dr K(iszkiel) i przy tej okazji wywiązała się rozmowa na tematy, będące bolączką każdego. Doktor jest zdania, że żaden regime nie jest wieczny, ale to pociecha słaba. Jedna generacja lat 30, to całe życie, ale w bycie państwa 30 lat nic nie znaczy. Panowanie Tatarów w Rosji trwało przeszło 250 lat. Panowanie domu Romanowych – 300 lat. U nich wszystko jest długofalowe. Rozmowa w ogóle była ciekawa, ale w naszych czasach nawet w tego rodzaju zapiskach trzeba zachowywać jak najdalej posuniętą ostrożność. Doktor jest zdania, że dla nich, lekarzy, napływ pacjentów jest najlepszym barometrem sytuacji gospodarczej Kraju. Jego zdaniem klasa robotnicza znajduje się w nędzy. Cytował tego liczne przykłady…