od 1920

Milatyn Nowy (dawne woj. tarnopolskie, pow. kamionecki), 5 września 1920 r.

Jak było do przewidzenia, miałem strajk. Wróciłem do tartaku w poniedziałek o 3 rano, cały dzień pracowali jak zwykle, a we wtorek od rana: maszyny milczą, zaś delegacja z idiotycznym uśmiechem na obliczach głosi: strajk!

Proletariat się cieszy.

Wyszedłem na wpół ubrany.

- Czego chcecie? – At, oni powiadają, że jak nie dostaną pół miliona, nie będą robić…
- A umowę z początku października zapomnieli? Nie zgadzają się na podwyżki Komisji Statystycznej?
- Nie, oni powiadają, że teraz za milion to i czapki nie kupi.
- Ano, to w takim razie wszystkich wydalam. Natychmiast zgłosić się do kancelarii po wypłatę!

Pieniędzy jednak nie miałem, Musiałem pożyczyć u Żyda 9 milionów (Marek polskich), a i to nie wystarczyło.

Tymczasem powziąłem plan. Divide et impera – oto perfidna zasada. Temu obiecałem podwyżkę, innemu drzewo na opał, tamtemu zagrałem na ambicji…

Zaś swoimi ludźmi obsadziłem trak i piłę tarczową – tartak z dwugodzinnym opóźnieniem ruszył. W grupie strajkujących zapanowała dezorientacja. Wszyscy mniejsi „wywiali”. Reszta wahała się.

Nazajutrz ogłosiłem wydalenie 4 prowodyrów, reszta miała (może) powrócić do pracy podpisując umowę o stosowaniu się do wskaźników drożyzny.

Teraz praca idzie niemal normalnym trybem. Odniosłem pierwsze zwycięstwo nad robotnikami. Czy aby na długo?